Home»DIALOGI DAM»DIALOGI DAM W DRODZE

DIALOGI DAM W DRODZE

GOŚKA DANISZEWSKA wyznała wreszcie prawdę. Latem ma brudne nogi, a zimą czyste. Nikogo to nie zdziwiło. Bo gołym okiem widać. Ona chodzi boso. Latem po ziemi, a zimą po śniegu. A na śniegu nogi się piorą. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wzywa do broni.

0
Shares
Pinterest Google+
Daj głos!

 

Wołk-Łaniewska: – Towarzysze! Idźcie na Cytadelę!, Daniszewska: – Że co?, – Na Cytadelę. Znaczy do Muzeum Niepodległości w X Pawilonie, dawniej znanym jako Oddział Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego. To jest zupełnie obłędne miejsce, nieco zakonserwowane w czasie, ale nie do końca – z nowych elementów ekspozycji warto wymienić choćby celę Feliksa Edmundowicza. Ale dominują stare, a przy wejściu jest instalacja z 1975 r. bardzo prosta: nazwiska, setki nazwisk ludzi lewicy, osadzonych i rozwalonych na Cytadeli, białym maczkiemna ciemnej ścianie, a pod nią kikut drzewa, które rosło przy Bramie Straceń. Ty wiesz, że to naprawdę robi wrażenie? Głupio przyznać, ale mieszkam na Żoliborzu całe życie, a byłam tam pierwszy raz. To znaczy jak joggingowałam, to biegałam do Cytadeli i z powrotem, ale nigdy nie weszłam do środka. Wstyd. – No wstyd. Jak na lewaczkę, zwłaszcza. – Toć mówię, że się wstydzę. Ale się poprawiam i teraz będę głosić sławę X Pawilonu, gdzie popadnie. Nawiasem mówiąc, ubawiła mnie do łez Wikipedia, w której historia Cytadeli kończy się na powstaniu warszawskim, a potem zaczyna w XXI w. Lata 1945–1989przezornie nie istnieją, a fakt, że tam masowo ginęli socjaliści, też jest taktownie przemilczany. Informację, iż przez Cytadelę przeszło 40 tysięcy naszych, ciotka Wiki również subtelnie pomija. Wprawdzie wymienia kilka nazwisk – Kasprzak, Okrzeja, Ossowski, Kunicki, Bardowski, Baron – ale są oni zaprezentowani jako, uwaga, „bojownicyo niepodległość”. Boże, uchowaj, żeby ktoś się dowiedział, iż to byli ludzie lewicy walczący – o zgrozo – o socjalizm i sprawiedliwość społeczną. Gdyby to się rozniosło, to trzeba by tę całą Cytadelę zrównać z ziemią i zaorać, a na jej miejscu postawić jakiś patriotyczny obiekt, np. muzeum smoleńskie. Katyńskie już jest, na szczęście nie od mojej strony, tylko od południa. – To lepiej, że od południa?, – Na Żoliborzu to gorzej. – Aha. – A tak swoją drogą, to postanowiłam sobie coś poczytać o tej Cytadeli, ale nie o Piłsudskim, co tam strugał wariata, tylko o naszych towarzyszach. Znalazłam w necie informację, że był taki informator oMuzeumX Pawilonu z czasów, kiedy był to jeszcze oddział Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego wWarszawie. Usiłowałam go znaleźć u jakiegoś netowego antykwariusza, ale net mi napisał: „Obecnienasi Partnerzy nie mają tej książki w sprzedaży. Może zainteresują Cię: „Zagadkikryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej” albo „Elitypolityczne Królestwa Polskiego wobec problemu krzyżackiego w czasach Władysława Jagiełły”. Kurwa, nawet automatyczna wyszukiwarka dyskryminuje lewicę. A zmieniając temat na bliższy twojemu sercu: co z tymi czystymi nogami na śniegu? Dowcip mi się przypomniał z dzieciństwa: „Dlaczegosołtys Wąchocka chodzi zimą w białych kaloszach? Żeby nie zostawiać śladów na śniegu”. Ty, jak rozumiem, tak samo. – Wręcz przeciwnie, ja zostawiam. Bo najpierw są brudne, nogi znaczy, dopiero jak się przejdę po śniegu, to czyścieją. – Ty tak serio boso po tym śniegu? Brrr. – A pewnie. Przez dwa tygodnie byłam chora i smarkałam… – Ja też. – A potem spadł śnieg i przeszło… – Mnie nie. – A ja jestem zdrowa. – Ja już też mniej więcej, bo poszłam na trening interwałowy i wycharkałam całe płuca, a przynajmniej tak to odczuwałam. Wraz z płucami wycharkałam choróbsko. Czy możemy zmienić temat? Bo nieco emerycko brzmimy. – Proszę bardzo. Ale grillują tego prokuratora Piotrowicza! Moim zdaniem załatwią go. Muszą. Nieco się martwię, że wybitna redaktor Stankiewicz nie przybyła pod naszą bramę. 13 grudnia było nudno. W zeszłym roku była, darła mordę i było wesoło. Obawiam się, że zapomną o Goebbelsie. Jurek może to bardzo przeżyć. Może byś się wcieliła w opozycjonistkę z PiS? Kupię ci mikrofon, a ty będziesz mu bluzgać. No wiem, że o tej porze to już nie lubisz pracować. A gdybym ci obiecała boskie wino oraz z przyklejoną brodą towarzyszyła ci? To tak jak Jurek przychodził do mnie na Ursynów na pierwsze randki: – Nie martw się, pani, włożę kapelusz i nikt mnie nie pozna…, – Z przyjemnością. Chętnie wzniosę jakiś antyurbanowy okrzyk. – Tylko wiesz, jak będziesz krzyczeć: „Krwiopijco, wyzyskiwaczu, kapitalisto”, to Łysy się może połapać, że to nie antykomunistyczni patrioci chcą wymierzać sprawiedliwość historyczną, tylko personel domaga się podwyżki. A mamy wydatki, bo Łysy zażądał takich schodków, jakie ma „JarosławPolskę spaw”. Bardzo się zdziwiłam, że będzie domnie i zwierząt przemawiał z wysokości. Bo nie jest to mężczyzna przesadnie wysoki, a też przecież jest prezesem. – No to co się zdziwiłaś? Co, nasz prezes gorszy od prezesa Polski?, – Ależ skąd. Już nawet oczyma wyobraźni zobaczyłam go na tej drabince, jak macha łapą i wytyka mi, że opuściłam się w gotowaniu, a Fela nasrała na dywan. I że poprzednia jego żona była gorsza niż Tusk. Na szczęście okazało się, że drabinka potrzebna jest mu w celu sięgania po książki na górnych półkach. Tylko Jarosława Polski Zbawcę podtrzymują wysocy mięśniacy, a ja się boję, że Jurek, sięgając po książkę, spierdoli się na podłogę. – To stój pod drabinką i asekuruj. Niby nie jesteś mięśniakiem, ale to, czego ci brak w masie mięśniowej, nadrobisz szczerością zaangażowania. – Taki mam właśnie plan. Tylko nie wiem, czy mi się uda zawsze być pod ręką, bo on do książek odczuwa patologiczny pociąg i może się tam zakradać w najdziwniejszych porach. Zmieniając temat, choć nie do końca: właśnie odbyła się miesięcznica. Cóż to za głupie i niepolskie słowo. A przecież jest takie piękne nasze słowo: miesiączka. Takie bliskie ludziom. „Kochanie, mamy dzisiaj miesiączkę”. I ile radości w domu. – No, chyba żeby to był dom redaktora Terlikowskiego, gdzie każde nowe dziecko witane jest jak dar boży. Żeby uniknąć tej dwuznaczności, wymyśliliśmy zresztą z przyjaciółmi alternatywne słowo – „periodzica” – ale potem doszliśmy wspólnie do wniosku, że to chyba jeszcze gorzej…, – No, chyba gorzej. Upieram się przy miesiączce. My tu gadamy, amiesiączka trwa. Jarosław przemawia. Pierdoli jak potłuczony, a suweren wyje i klaszcze. A potem jedna pani mówiła kupa mięci. – Ha, ha. – Oj przestań, dziś rzeczywiście mam skłonność do starych grepsów. Tak to ku chwale ojczyzny obeszłyśmy 80. miesiączkę. Mnie już dawno się skończyła, czego również życzę Jarosławowi, co Polskę zabawi. No i zabawił, tylko złotówka coś leci na łeb, na szyję, a ty zdaje się masz szwajcarski kredyt. – A gówno!, – Co gówno?, – Polski mam. Ja, patriotka. – Krąży głupi dowcip. „JakJarek uprawia seks? Odwraca kota ogonem”. Prawda, że głupi? Ale znowu nie mogłam sobie darować, bo ten przywódca ma zawsze minę mojego Adolfa srającego w kuwecie. Dla Adolfa w ogóle wszystko jest poważne. Podejrzewam, że jest wierzącym patriotą. No, ale koniec żartów. Wiesz, że żona jednego piłkarza jest w ciąży? – Którego?, – Daj spokój, nazwiska nie pamiętam. Jakoś na ski… Może Skińdzik?, – Albo Skifenbaum. To takie staropolskie nazwisko. A z kim jest w tej ciąży, wiadomo?, – No, chyba z piłkarzem, nie? Bo w tefałenie bardzo poważna pani profesor Ewa Bartnik, wybitna genetyczka, poważnie odpowiadała na pytanie świergotki. „Czyto dziecko, potomek dwojga wybitnych sportowców, będzie miało sportowe uzdolnienia?”. Odpowiedzi już nie słyszałam, bo spadłam z fotela z zachwytu. Kurwa, Wołku!, – Ale właśnie ja mam wątpliwość, czy z piłkarzem, skoro on taki wybitny… – Skąd wiesz, że wybitny?, – Bo o niewybitnego płodzie chyba by nie gadali w tefałenie, nie? Otóż wybitni sportowcy płci męskiej hołdują zasadzie, żeby nie chędożyć przed wyczynami sportowymi, bo to ponoć szkodzi im na pałer. Choć z drugiej strony – i to dobra wiadomość dla wszystkich jurnych wyczynowców – opublikowane chwilę temu badanie grupy włoskich badaczy (Włoch,jak wiadomo, myśli tylko o jednym) dowodzi, że to mit i nieprawda i że dobry sztos przed meczem może właśnie wspomóc osiągi. Może wybitny ów piłkarz przeczytał o tych wynikach i stąd to cudowne poczęcie? Choć on raczej na czytającego nie wygląda. – Skąd wiesz? Wiesz, który to?, – W Polsce jest chyba jeden wybitny piłkarz, nie? Taki, co reklamuje wszystko, od benzyny po szampon przeciwłupieżowy, i ma żonę, która robi zdjęcia omletom i wiesza na Facebooku. On zresztą wcale nie jest w Polsce, tylko dla Niemca robi. Hańba!, – No. Hańba! Bezamenu. ?? daniszewska@redakcja.nie.com.pl awl@redakcja.nie.com.pl

No dzięki !
Poprzedni artykuł

KOSA MIŁOSIERDZIA

Kolejny artykuł

ŻUBR ZWALIŁ KONIA

Brak komentarzy

Daj głos

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *